Moczenie nocne – opowieść rodzica #2

To jest druga część opowieści na temat zmagań z tą przypadłością u mojego synka. Polecam Ci najpierw przeczytać pierwszą część opowieści.

Szymuś rósł jak na drożdżach i już był w przedszkolnych starszakach. Niedługo miała zacząć się zerówka. Sikanie w nocy nie ustawało. Z kolejnym mocnym postanowieniem poradzenia sobie z tą dolegliwością ruszyliśmy więc do lekarzy.

Wiedza o moczeniu nocnym lekarzy jest bardzo różna. Widziałem trzy podejścia do tematu.

Najczęściej chyba pokutuje przekonanie, że moczenie nocne to na pewno oznaka jakiś psychicznych problemów dziecka. Zawsze opowiadając o całej sprawie lekarzowi miałem wrażenie, że patrzy na mnie jak na kogoś z patologicznej rodziny, w której dziecko jest na pewno maltretowane i to dlatego sika w nocy. Na pewno coś ukrywam, bo przecież jest tego wyraźny dowód – dziecko sika w nocy…

Drugie podejście to lekarze, którzy uznają to za fanaberię. Po co mi Pan tutaj głowę zawraca jakimś sikaniem. Tutaj prawdziwymi chorobami się zajmujemy, a takie głupoty to same przejdą. Nie pić tyle wieczorem, a dziecko samo z tego wyrośnie.

Trzecia grupa, i tej warto poszukać to ci co problem rozumieją i znają się na tyle, że chcą pomóc. Obydwa warunki spełniają zwykle specjaliści – urolodzy dziecięcy. Rozumieją, że zasikana pościel to jeszcze nic. Najważniejsze w tym jest psychiczne samopoczucie dziecka i rodziców.

Najpierw trafiałem do lekarzy z grupy pierwszej i drugiej. To spowodowało spore straty czasu. Mijały miesiące, a sprawa się nie posuwała. Problem był bagatelizowany. Kiedy Szymuś skończył pięć lat stwierdziłem, że teraz ma już oficjalnie, „książkowe” moczenie nocne i trzeba zacząć je leczyć. Ale jak i czym?

Z braku fachowej pomocy szukałem na własną rękę w Internecie. Znalazłem informacje o leku Minirin, który się w takich wypadkach czasami stosuje. Jest to lek zagęszczający mocz. Podaje się go wieczorem, żeby się w w nocy tak bardzo sikać dziecku nie chciało. Po przeczytaniu kilku opinii o tym, że komuś pomógł i zignorowaniu opinii tych, którym nie pomógł postanowiłem – musimy go spróbować. Namówiłem więc lekarza, żeby nam go przepisał.

Lek był bardzo drogi, więc pewnie dlatego liczyłem, że będzie skuteczny. No bo jak drogi to dobry. Prawda? Podanie małej dawki nie dało żadnych efektów. Zwiększenie dawki do 0,2 ml już tak. Przez kilka dni Szymuś nie sikał. Po tygodniu podawania, kiedy cały czas było sucho zaczęliśmy się cieszyć. Niestety przedwcześnie. Sikanie w nocy zaczęło powracać, potem coraz częściej i w końcu zdecydowaliśmy, że nie będziemy szkraba na darmo lekami faszerować. Odstawiliśmy go zupełnie.

Minirim jest lekiem czysto objawowym. Jak się go podaje w wystarczającej dawce to w tych dniach, a właściwie nocach powinien pomóc. Jak się go odstawi – sikanie wróci. No chyba, że podawać się go będzie tak długo aż układ moczowy dziecka dojrzeje. Nie wiem, czy warto – lek jest drogi i nie jest wolny od działań ubocznych. Bazując na swoich doświadczeniach polecałbym go tylko starszym dzieciom i to tylko wtedy kiedy np. nocują poza domem i chcemy upewnić się, że noc będzie sucha. W innych przypadkach – według mnie nie warto.

Po rozmowach z paroma kiepskimi lekarzami, którzy albo uważali, że jesteśmy patologiczną rodziną, albo ignorowali problem trafiłem wreszcie do takiego z tej trzeciej grupy – co rozumiał problem i znał się na rzeczy. Zrobiliśmy wreszcie wszelkie potrzebne badania – krew, mocz, między innymi bakteryjne badanie moczu by upewnić się, że nie jest to jakieś zakażenie układu moczowego. Tutaj wszystko było w porządku.

Zrobiliśmy też badania objętości pęcherza, USG i tego ile szkrab sika jak wstrzyma się z sikaniem. Tutaj wyglądało to niezbyt rewelacyjnie… Wydawało się, że po prostu mało szkrabowi w pęcherzu mieści, względem typowych wyników w jego wieku.

Prowadziliśmy dodatkowo kalendarzyk picia i sikania. Przynosiliśmy też do badania mocz z nocy i z dnia. Chodziło o to by ustalić jaki jest rozkład jednego i drugiego w ciągu doby. Zdrowy rozkład to taki, kiedy pije i sika się dużo podczas dnia, a mało w nocy. Dodatkowo mocz z nocy powinien być dużo bardziej zagęszczony niż ten dzienny. Tutaj też były u Szymcia spore odchylenia od normy.

Sprawa stawała się jasna – były dwa powody moczenia u synka – mała pojemność pęcherza i zaburzony rozkład dobowy produkcji moczu. Tylko co dalej?

Zalecenie lekarza na pierwsze miesiące wydawało się nie wnosić wiele nowego. Szymuś miał nie pić po dobranocce (na 2 godziny przed snem) i dodatkowo – bardzo dużo pić w ciągu dnia. To miało pomóc uporządkować sikanie dobowe. Poza tym miał starać się powstrzymywać sikanie i sikać dopiero wtedy jak mu się już będzie bardzo chciało. To miało wspomagać powiększanie pęcherza.

Uzgodniliśmy to z Szymciem i upewniliśmy się, że będziemy wszyscy, a szczególnie synek o tym pamiętać i się do tego dokładnie stosować. I wyobraźcie sobie, że w dość krótkim czasie sytuacja zaczęła się poprawiać. Moczenie nocne zaczęło się uspokajać, a noce były coraz częściej suche. Niesamowite, ale prawdziwe.

W ciągu kilku tygodni od tego sytuacja się całkiem uspokoiła. Szymuś przestał sikać w okolicy swoich szóstych urodzin. Możesz sobie wyobrazić jak wielka była nasza ulga i zadowolenie.A więc historia z happy endem. Czego i Wam życzę.

Napisałem jeszcze jeden odcinek opowieści rodzica o moczeniu nocnym – czego innego dowiedziałem się przez cały czas walki z tą przypadłością, o innych metodach radzenia sobie – również tych, których nie zdecydowaliśmy się zastosować. Jest on dostępny tutaj!

Tags: , ,


  1. Ja sobie chwalę Minirin. Córka ma 12 lat, od pół roku bierze Minirin, pierwsze 3 miesiące „dwójkę”, teraz połówkę. Dopiero ten lek nam pomógł. Powoli córka nabiera wiary, że nie będzie się moczyć do końca życia a ja mam znacznie mniej pracy i wydatków. Wprawdzie koszt leku jest wysoki ale kto policzył koszt codziennej zmiany poszewek i samej pościeli? Gdy tak duże dziecko się moczy, to nie tylko prześcieradło ale i kołdra, czasem poduszka są do wymiany. Kiedy wszystkie inne metody zawiodły, nie znaleziono przyczyny moczenia się dziecka, pozostaje nam czekać i wierzyć w to, że siusianie samo ustąpi (podobno najczęściej w wieku 12-13 lat) a do tego czasu sprawdza się Minirin.


  2. 12-13 lat?miałam ten sam problem aż do….16 roku życia :/


  3. do dziś nie wiem co było przyczyną i dlaczego samoistnie ustało ,po tak długom czasie. Pozdrawiam i głowa do góry xD


  4. mamy podobny problem z naszym 5 i pół rocznym synkiem metod mnóstwo stosowaliśmy przewaliliśmy się przez kupę lekarzy i nadal jesteśmy w punkcie wyjścia wysadzamy go raz dwa a nawet trzy razy w nocy … męczące 🙁 po przeczytaniu Pana artykułu zastanowiła mnie ta metoda z regulacją produkcji moczu tj. dawać pić więcej wody w dzień 2 godz przed snem nic i o dziwo od pierwszego dnia sukces 🙂 poprosiłam Panią w przedszkolu żeby przypilnowała aby synek wypijał wszystko a nawet dostawał dolewki ( i przy rozmowie jak się okazało syn do niedawna w przedszkolu prawie nie spożywał płynów nie lubi kompotów i soków i pija tylko wodę, Pani jak to zauważyła to zaczęła podawać tylko wodę) zaczęłam odbierać go wcześniej z przedszkola 14-15 i w domu pompować w niego wodę (na szczęście buntu nie było lubi wodę 🙂 2 godz przed snem stop i SUKCES 2 noce suche bez wysadzania…. kolejny dzień mąż go odbiera jada do biblioteki są w domu po 17 w między czasie nic nie pił udaje mi się podać mu tylko szklankę wody (je i pije do 18) i niestety mokra noc. Widzę że metoda działa tylko trzeba pilnować tego spożywania płynów pewnie kilka kilkanaście tygodni …


  5. U mnie to działało! Cieszę się, że zaczęło działać u Was. Na pewno warto na tym etapie przestać wysadzać w nocy. Dużo picia za dnia.

    Dzięki temu jest szansa na uporządkowanie dnia z piciem i sikaniem i nocy bez picia i bez sikania.

    Powodzenia!


  6. tak naprawdę niekoniecznie zadziałało to co robiliście tylko przyszedł wiek lat 6 i układ dojrzał…. problem jest PO 6 roku życia… niestety

    dobrze ze u was sie udało, nam na razie nic nie pomaga (leczenie o 5 rz) a ma już 10 lat 🙁

Napisz komentarz!