4.4
(171)

W wielkim, pradawnym lesie, gdzie drzewa były tak wiekowe, że niektóre już poprzewracały się ze starości, nad brzegiem leśnego jeziorka, stała chatka. Chatka ta była niepozorna, skromna i idealnie wpisywała się w otaczający ją krajobraz. Wszystkie zwierzęta zamieszkujące ów las, znały doskonale tę chatkę i jej właściciela. W domku mieszkał skrzat Tomek. Jak już wspomniałem, był znany i poważany przez wszystkich mieszkańców lasu, ponieważ był złotą rączką i potrafił wszystko naprawić, tudzież zbudować.

A więc zajrzyjmy w głąb tego lasu i wysłuchajmy opowieści o skrzacie Tomku i jego niezwykłych przygodach.

Tomek obudził się o piątej rano, tak jak miał w zwyczaju czynić każdego dnia. Na zewnątrz była jeszcze szarówka, lecz skrzat niezmiennie – wiosną, latem i jesienią – wstawał tak wczesnym rankiem (tylko zimą budził się o siódmej, lecz nasza historia toczy się letnią porą).

Zatem Tomek wstał, rozpalił ogień w swoim piecyku i nastawił wodę na napar z kwiatu lipy. Zagniótł też trochę mąki z wodą, formując okrągły placuszek, który następnie położył na rozgrzanym piecyku, by mu się upiekł. Siadając do tak przygotowanego śniadania, Tomek zaczął przypominać sobie, gdzie musi się dziś udać i kto w lesie potrzebuje pomocy.

O wszystkich takich przypadkach, informowała go zawsze jego sąsiadka sroka. Ona to latała po lesie, zbierając różne przyciągające uwagę świecidełka, a przy tym bacznie słuchała wszystkich pogłosek. Sroka była bowiem niezłą plotkarą i lubiła wiedzieć, co w trawie piszczy. Leśni mieszkańcy, znając przypadłość sroki, oraz wiedząc, że sąsiaduje z Tomkiem, zwierzali się jej ze swych problemów natury technicznej, prosząc tym samym o przekazanie informacji skrzatowi. Sroka lubiła to zajęcie, bo dzięki temu o wszystkim wiedziała i mogła plotkować z koleżankami.

Jedząc śniadanie, Tomek przypomniał sobie wczorajszą rozmowę z sąsiadką:

– Witam cię, szanowny sąsiedzie! Mam do przekazania kilka kwestii. Mianowicie: u borsuka, tu nieopodal na leśnej polanie, obruszyła się noga u stołu, prosił, byś odwiedził go w tej sprawie. Myszka z kolei złapała mnie, prosząc, bym ci przekazała, że komin jej się zatkał i nawet herbatki z lipy napić się nie może. I jeszcze wiewiórka prosiła, byś przyszedł, bo wywietrznik w spiżarni by jej się przydał. Na koniec rodzina szpaków, Hilary i Anastazja, proszą o pomoc z drzwiami, bo zawias im się zepsuł.

Przypominając sobie to wszystko, Tomek uśmiechnął się pod nosem. Znał ich wszystkich bardzo dobrze, należeli do grona jego najbliższych przyjaciół, a poza tym, mieszkali nieopodal, przy tym samym jeziorze, wokół malowniczej polanki.

– No nic, trzeba się posilić, sprawdzić narzędzia i w drogę – mruknął do siebie Tomek i zaczął chrupać ze smakiem placek upieczony na piecyku, popijając naparem z lipy. Po tak pożywnym posiłku, skrzat wziął swoją torbę i energicznie zabrał się za szykowanie wszystkich potrzebnych narzędzi. Wziął ze sobą młotek, gwoździe, wkrętaki – gwiazdkowy i płaski, garść wkrętów, zawias, szczotkę do komina, piłkę do drewna, klej i dłuto. „Myślę, że to wszystko, czego będę dziś potrzebował” – pomyślał i zarzuciwszy torbę na plecy, ruszył do drzwi.

Jako pierwszego Tomek postanowił odwiedzić borsuka. Jako że borsuk też był rannym ptaszkiem, skrzat miał pewność, że o tej porze na pewno nie będzie już spał. Przebywszy sto metrów, bo taka odległość dzieliła domy przyjaciół, Tomek zapukał do drzwi borsuka.

– Puk, puk!

– Kto tam? – odezwał się głos ze środka.

– To ja, Tomek – odparł skrzat. Drzwi się otworzyły i stanął w nich sędziwy już borsuk.

– Witam cię przyjacielu. Wchodź, wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć. Usiądź, proszę, zaparzę ci ziółek, puki wodę mam gorącą.

– Dobrze, – odparł skrzat – lecz najpierw obejrzę tę nogę od stołu. Potem chętnie skosztuję twych wyśmienitych ziółek.

– Jak sobie życzysz – zgodził się borsuk.

Po tej miłej wymianie zdań, skrzat zabrał się do pracy, a stary borsuk krzątał się przy kuchni, mieszając sekretne składniki ziołowej herbatki. Tomek szybko zlokalizował uszkodzenie i obróciwszy stół do góry nogami, wziął się do naprawy. Wyjął nogę z blatu, oczyścił ją, oraz miejsce, gdzie była włożona. Następnie, za pomocą piłki do drzewa, wyciął dwa trójkąty z deseczek, które zawsze nosił ze sobą. W taki sposób przygotował dwa wzmocnienia. Nogę posmarował klejem w miejscu zamocowania, to samo uczynił w otworze blatu. Następnie włożył nogę na swoje miejsce i wzmocnił za pomocą wcześniej przygotowanych trójkątów. Zamocował je, używając kilku wkrętów. Tak zreperowany stół, obrócił na powrót na nogi i ustawił na swoim miejscu, a do borsuka rzekł:

– Gotowe, borsuku. Klej w stu procentach wyschnie jutro, a więc unikaj przestawiania go w tym czasie. Możesz z niego normalnie korzystać, byle nie ruszać na boki do jutra.

Borsuk przytaknął, na znak, że zrozumiał, co mu Tomek zalecił względem stołu i podając napar z ziółek, rzekł:

– Usiądź teraz Tomku i napij się ziółek. Jesteś naprawdę złotą rączką! Nie wiem, co byśmy bez ciebie zrobili. W podzięce zapraszam cię na obiad, będą wszyscy mieszkańcy polanki, a więc: szpak z żoną, myszka, zajączek, krecik, wiewiórka, sowa no i ty, mam nadzieję. Ja ugotuję coś pysznego.

– No nie wiem, borsuku, – zastanowił się Tomek – bo mam jeszcze pracę u wiewiórki, u szpaka i u myszki… Może raczej na kolację bym do ciebie zawitał?

Borsuk podrapał się po głowie w zamyśleniu.

– Ty masz świetny pomysł Tomku. – rzekł z zapałem – Tak zrobimy! A więc zapraszam cię na kolację i zaraz wszystkich zawiadomię.

Tomek, dopiwszy ziółka, które mu bardzo smakowały, udał się w dalszą drogę. Tym razem kierował się do domu wiewiórki. Zapukał w drzwi na dole drzewa i niemal natychmiast został zaproszony przez gospodynię, która, wyjrzawszy przez okno, pomachała mu z uśmiechem.

– Witam cię, Tomku! Wchodź, otwarte – zawołała.

Skrzat bez wahania wszedł do środka, a potem, długimi schodami do właściwego mieszkania, które rozpoczynało się gdzieś na wysokości dwóch metrów w pniu drzewa. Tomek znał doskonale rozkład dziupli wiewiórki, ponieważ sam je pomagał wydrążyć. Na górze jeszcze raz został serdecznie przywitany:

– Cześć Tomeczku, jak się cieszę, że przyszedłeś! Potrzebuję twojej fachowej pomocy. W spiżarni mam jeszcze trochę orzeszków z zeszłego roku, ale jest tam trochę wilgotno. Ostatnio trochę padało i moje drzewo ma w sobie więcej soków, dlatego też proszę cię, byś mi zrobił jakiś otwór wentylacyjny w spiżarni. Ale zanim weźmiesz się do pracy, to chodź na ciasto orzechowe i sok malinowy.

Tomek nie dawał się dwa razy prosić, był łasuchem i słodycze uwielbiał, a że codziennie pracował, szybko spalał w ten sposób nabyte kalorie.

– Oooo! Kusisz mnie wiewióreczko łakociami, a ja nie umiem ci odmówić.

– No i dobrze! Bo to przecież z myślą o tobie, mój Tomeczku, upiekłam to ciasto – rozpromieniła się wiewiórka. – Siadaj i jedz, a nie żałuj sobie, mam całą brytfannę.

– Tak mnie tutaj napasiesz, że nie będę się mógł ruszać! – roześmiał się skrzat, ale usiadł chętnie przed talerzykiem ze smakołykami, choć tylko na chwilkę, bo tego dnia miał jeszcze dużo pracy.

Kiedy Tomek zdążył już pochłonąć z apetytem dwa kawałki pysznego ciasta, wstał zadowolony od stołu i rzekł:

– No dobrze… Wiewióreczko, pokaż mi, gdzie chcesz mieć ten wywietrznik.

Ruda kita zaprowadziła skrzata do spiżarni i pokazała w czym problem. Tomek dokładnie obejrzał i pomierzył wnętrze, po czym wyszedł na zewnątrz i wspiął się na sąsiedni konar, tuż nad miejscem, gdzie była spiżarnia. Odnalazł tam małą gałązkę, wyrastającą wprost z pnia. Gałązka ta rosła nienaturalnie, bo wyrastając prosto do góry, nagle zakręcała na dół, by potem znów skierować się ku niebu, zupełnie jakby omijała jakąś niewidzialną przeszkodę.

– Lepiej bym sobie tego nie wymarzył – powiedział do siebie zadowolony Tomek i wziął się do pracy. Obciął gałązkę tuż za miejscem, gdzie zakręciła w dół, tak że tworzyła coś, co kształtem przypominało obrócony hak, po czym zaczął drążyć jej środek, tworząc rurkę. Używał do tego celu specjalnego świdra i tak pracował, aż wydrążył otwór do połowy zakola.

Wiewiórka wyjrzawszy, spostrzegła co robi Tomek i spytała:

– A czemu nie obciąłeś prosto tej gałązki, tylko za zagięciem? Przecież byłoby ci lepiej drążyć otwór.

– Tak, – odparł skrzat – lecz w ten sposób, w jaki wykorzystałem to zakole, uniknąłem budowy daszku nad wywietrznikiem. Zakole samo w sobie jest daszkiem, a już wkrótce będzie i wentylacją.

Wiewiórka pokiwała główką z uznaniem i powiedziała:

– Ty Tomku jednak jesteś najlepszy! Nigdy bym na to nie wpadła, żeby tak wykorzystać naturalne zakrzywienie gałązki!

– Daj spokój wiewióreczko – odparł lekko zawstydzony Tomek, skromnie spuszczając oczy. – Po prostu tym się zajmuję i stąd znam różne triki. Za to ty jesteś najlepsza w wyszukiwaniu orzechów, a więc wniosek jest taki, że każdy jest dobry w swoim fachu i dlatego jesteśmy sobie wzajemnie potrzebni. No ale dość tych pogawędek, idę do środka dokończyć robotę – to rzekłszy, skrzat czmychnął zwinnie do środka dziupli i zaczął drążyć otwór od środka, tym razem używając młotka i dłuta. Dało się przy tym słyszeć donośne: Puk, puk, puk! Stukupuk! Krach!

Po czterdziestu minutach wentylacja była gotowa, a ruda kitka niezmiernie zadowolona. W dowód wdzięczności, dała Tomkowi woreczek orzeszków laskowych. Skrzat podziękował i ruszył w dalszą drogę, tym razem do myszki.

– Puk, puk! – zastukał już po chwili w drzwi domku przyjaciółki.

– Już idę! – odezwał się głosik z wnętrza norki i po chwili w drzwiach stanęła uśmiechnięta myszka. – Dzień dobry Tomku, jak dobrze, że jesteś! Ty na pewno coś zaradzisz na moje problemy z piecem.

– Mam nadzieję, że dam radę. Pokaż myszko, w czym problem – odpowiedział skrzat. Myszka zaprowadziła Tomka w głąb norki, do kuchni i wskazała piec, mówiąc przy tym:

– Strasznie się kopci, dym nie ucieka na zewnątrz, tylko wszystko pełznie po kuchni.

– Hmmm – zastanowił się skrzat, a potem wyszedł na zewnątrz, by z tamtej strony przyjrzeć się kominowi. Gdy skierował wzrok w górę, zauważył na jego szczycie kilka gałązek. Niewiele myśląc, wspiął się po sąsiednim drzewku, by całą sprawę zobaczyć z góry. Będąc nad kominem, zerknął w dół i od razu znał przyczynę problemów myszki. Uśmiechnął się do siebie i powiedział pod nosem:

– Tak przypuszczałem.

Zwinnym ruchem zsunął się z drzewka i wspiął się tym razem bezpośrednio na komin. Kilkoma wprawnymi ruchami oczyścił jego wylot, wyciągając z niego drobne gałązki, oblepione gliną i z lekka okopcone. Ukończywszy tę czynność, zszedł na dół i wszedł do norki. Podszedł do pieca i odsunął fajerkę, po czym z kieszeni wyciągnął lusterko i wsunął je w głąb pieca, tuż pod wlot komina. Odblask skierował pod kątem, by móc ujrzeć światło wpadające u góry w otwór. W ten sposób ocenił, że komin jest drożny, po czym zwrócił się do gospodyni:

– Gotowe, rozpalaj w piecu myszko.

– Ale jak to? Już? – zdziwiła się myszka – To co było przyczyną? – spytała.

– Miałaś lokatora na gapę – odparł skrzat. – Jakiś ptaszek chciał uwić sobie gniazdko na twoim kominie. Pewnie nie rozpalałaś w piecu jakiś czas, czy tak?

– No tak, byłam u kuzynki przez tydzień – odpowiedziała myszka.

– I to wystarczyło, by jakiś ptaszek uznał twój komin za atrakcyjny. A potem zapaliłaś w piecu i musiał się biedaczek wystraszyć nie na żarty.

Myszka pokiwała głową z niedowierzaniem i wzięła się za rozpalanie w piecu.

– Napijesz się ze mną kawy, Tomku? – spytała gospodyni.

– Chętnie, łyk kawy dobrze mi zrobi – odpowiedział skrzat.

Nie minął kwadrans, gdy skrzat z myszką raczyli się gorącą kawą, a ogień pląsał żwawo pod fajerką, nie puszczając ani dymka do kuchni. W podzięce, myszka dała skrzatowi woreczek kawy i Tomek poszedł dalej, tym razem do szpaków.

Skrzat wspiął się na drzewo szpaków i zapukał do dziupli. Otworzyła mu Anastazja.

– Proszę, proszę, wchodź Tomku, zapraszamy – powitała go uprzejmie.

Wchodząc, Tomek zauważył już zepsuty zawias i zapytał:

– Czy to o ten zawias chodzi Anastazjo?

– Tak, lecz najpierw chodź na małe co nieco, upiekłam ciasteczka.

– Znów słodycze? Utuczycie mnie na tej polance! – roześmiał się Tomek. – Co dom, to jakieś smakołyki, a jeszcze przecież kolacja u borsuka.

– Nie możemy cię przecież głodnego wypuścić, tyle dla nas robisz! – zawołała Anastazja ze śmiechem. Tomek już więcej nie protestował, nie chciał przecież obrazić gospodyni.

W środku przywitał go także Hilary, szpak, którego Tomek znał od małego. Przy placku i ziółkach, powspominali stare czasy, ale to krótko trwało, bo godzina późna już była, a nie mogli przecież wszyscy spóźnić się na kolację organizowaną przez borsuka. Dlatego też Tomek zaraz wziął się do pracy. Obejrzał zepsuty zawias i ocenił, że sprawa jest prosta: należało usunąć stary, a w jego miejsce zamontować nowy. Na szczęście Tomek wszędzie montował jednakowe zawiasy, które produkował własnoręcznie w długie zimowe wieczory. Stąd też wzięta z domu zapasowa część pasowała idealnie i cała sprawa zajęła wprawnym rękom piętnaście minut. Po wszystkim Tomek nasmarował zawiasy, kończąc tym naprawę.

– Serdeczne dzięki, Tomku. Nareszcie nie będzie mi Anastazja ciosać kołków na głowie. Masz tutaj w podzięce pyszne konfitury z czereśni – mówiąc to, szpak wręczył skrzatowi słoiczek z dżemem. Tomek podziękował i na odchodne zawołał:

– Widzimy się u borsuka!

Wszyscy przyjaciele z leśnej polany, wraz z Tomkiem, hucznie ucztowali tego wieczoru u borsuka, który był mistrzem patelni i zawsze umiał smacznie gotować. Gwar i śmiechy słychać było jeszcze długo po zmroku. Tak mieszkańcy leśnej polany dziękowali skrzatowi za jego fachową pomoc, a on bardzo lubił tego typu podziękowania, bo był przecież strasznym łasuchem.

Kolejnego dnia rankiem, Tomka obudziło pukanie w okienną ramę i głos sąsiadki, sroki:

– Tomku, Tomku! Wstawaj prędko!

Skrzat, który nie spał już od kilku minut, otworzył drzwi i zaprosił srokę do środka.

– Wchodź sąsiadko, zaparzę ci ziółek i wszystko mi opowiesz.

Sroka weszła do domu, nie czekając jednak na ziółka, zaczęła już od progu:

– Wielka afera sąsiedzie! Jakiś misio, łobuz ukradł miód naszym pszczołom z barci nad wąwozem! A nie dość, że ukradł, zniszczył przy okazji całe gniazdo! Królowa pszczółek widząc mnie, kazała mi przekazać tobie dokładnie te słowa: „Tomku, w tobie jedyna nadzieja. Miodek damy radę zrobić nowy przed zimą, ale gniazda nie odbudujemy same. A poza tym, ten miś może nas tu jeszcze odwiedzić – zna przecież naszą lokalizację! Ratuj, Tomku!” Ufff, koniec wiadomości, to tyle – zakończyła sroka, biorąc głęboki wdech, po czym usiadła przy stole i wzięła się za ziółka, bo jej w gardle zaschło, od długiej przemowy.

– Fiu, fiu, to dopiero jest wyzwanie! – gwizdnął skrzat. – Ale mam pewien pomysł, muszę tylko obgadać go z królową pszczół.

– A jaki masz plan Tomku? – spytała pośpiesznie sroka.

– Nie mogę ci powiedzieć sąsiadko, przykro mi – zaprotestował Tomek, na co sroka, która lubiła wszystko wiedzieć pierwsza, odparła chłodno:

– Jak nie, to nie! – i strzeliła focha.

– Nie denerwuj się sroko, nie mogę nic mówić, puki nie rozmówię się z królową pszczółek, ale obiecuję, że dowiesz się pierwsza o wszystkim, co zaplanujemy w ulu.

To powiedziawszy, Tomek czym prędzej zebrał swoje rzeczy i wyruszył do gniazda pszczół, zostawiając za sobą lekko niepocieszoną srokę.

Przeszedł przez polankę i wszedł w gęsty las. Od chatki Tomka do drzewa, w którym miały domek pszczoły, było około trzystu metrów. Musicie jednak wiedzieć, że dla skrzata, który mierzył zaledwie dziesięć centymetrów wzrostu, była to taka podróż, jaką dla nas byłby spacer na dziesięć kilometrów. Tyle że Tomka, jak już wcześniej wspominałem, wszyscy w lesie znali i chętnie mu pomagali. Nie było chyba w lesie zwierzaka, który by nie korzystał z usług skrzata i nie cenił jego niezwykłych umiejętności.

I tym razem Tomek spotkał na swojej drodze życzliwą duszę, która chętna była udzielić mu pomocy. Akurat nieopodal ścieżki, przechadzała się sarenka, a ujrzawszy skrzata, zagadnęła:

– Cześć Tomku, gdzie ci tak śpieszno?

– Witaj sarenko. Pędzę do pszczółek, bo jakiś miś, łobuz, popsuł im gniazdo w poszukiwaniu miodku. Trzeba temu szybko zaradzić. Przecież bez pszczółek nie będzie owoców w lesie.

– O, to poważna sprawa! – przyznała sarenka. – Wskakuj, podrzucę cię w tamtą stronę i zabiorę z powrotem, kiedy będziesz gotów. A może będzie potrzebna jeszcze czyjaś pomoc. Możesz na mnie liczyć, zawiadomię kogo będzie trzeba.

Sarna opuściła łebek i przyklękła na jedno kolano, by Tomek mógł się łatwo wspiąć. Skrzat niewiele myśląc, wskoczył na jej kark, usadowił się tuż za uszami i złapał się ich, a po chwili już mknęli między drzewami, szybko jak wiatr. Nie minęło dziesięć minut, gdy byli na miejscu.

Widok był straszny. Pień drzewa w miejscu gniazda był rozdarty, plastry z miodem prawie doszczętnie zniszczone, a pszczoły uwijały się dookoła, starając się ratować, co się da. Tomek odnalazł w tym rozgardiaszu królową i wziąwszy ją na bok, zaczął przedstawiać jej swój pomysł.

– Słuchaj królowo, zeszłego roku, burza złamała wielką lipę za moim domem, ale pniak jest nienaruszony od ziemi na dwa metry wzwyż. Drzewo jest ogromne, nie do zniszczenia. Pomyślałem, że mógłbym wydrążyć w środku duże gniazdo, gdzie miałybyście trzy razy więcej miejsca, niż tutaj. Od góry zabezpieczyłbym ul porządnym daszkiem, no i byłybyście pod moją opieką, co dawałoby wam bezpieczeństwo i pomoc w zorganizowaniu wszystkiego, zanim staniecie na nogi. Co ty na to, moja droga?

Królowa chwilkę pomyślała i spytała z powątpiewaniem:

– Tomku, ale jak szybko możesz to przygotować? My nie możemy przecież długo tak wegetować, bo umarzną nam wszystkie larwy i nie będzie nowego pokolenia. A poza tym, jak uda nam się to wszystko przenieść?

– Rozumiem twój niepokój pszczółko, lecz wszystko już obmyśliłem po drodze. Za dwa dni będziesz panią na nowych włościach, a w przeprowadzce z chęcią pomogą leśne zwierzęta. W końcu wasza praca jest naprawdę pożyteczna. Ty musisz się tylko zgodzić – zapewnił skrzat.

– Dobrze Tomku, nasz los w twoich rękach. W końcu nigdy się na tobie nie zawiodłam – odparła królowa z nieskrywaną nadzieją w głosie.

Tomek wyciągnął z torby coś jakby plandekę i owinął kilkakrotnie pień drzewa, następnie zwrócił się do królowej:

-To tymczasowo powinno zabezpieczyć gniazdo.

Z kolei do do sarenki, która mu towarzyszyła, rzekł:

– Prędko, sarenko! Teraz galopem nad staw, tam, gdzie mieszkają bobry, potem na polankę, do borsuka.

– Się robi Tomku, wskakuj! – odparła.

Już po chwili mknęli w stronę żeremi. Na miejscu Tomek poszedł rozmówić się ze swym przyjacielem bobrem, którego zastał na zjadaniu wierzbowych gałązek.

-Witam cię, kolego – zawołał skrzat.

– Witaj, Tomku! Co cię do mnie sprowadza? – zapytał bóbr.

– Przyszedłem prosić o twoją pomoc. Potrzebuję cię, byś wydrążył swymi mocnymi zębami dziuplę w pniu lipy, którą w zeszłym roku burza złamała za moim domem. Pilnie musimy wybudować nowy domek dla pszczół. Ich stary ul zepsuł miś, łobuz. A wiesz jakie pożyteczne dla całego lasu są pszczoły.

– O tak, musimy im pomóc. Już się zbieram – zapewnił gorliwie bóbr.

Nie tracąc czasu, Tomek wraz z sarenką pomknął na polankę, do borsuka. Na miejscu poprosił przyjaciół o pomoc, tłumacząc im, o co chodzi i że będzie potrzebował ich jutro, aby zorganizować przeprowadzkę pszczółek. Oczywiście wszyscy się zgodzili, bo każdy zdawał sobie sprawę, jak ważne i pożyteczne są to owady, a poza tym wszyscy w lesie, to jedna wielka rodzina i każdy sobie pomaga w potrzebie. Gdy już wszystko zostało ustalone i zadania rozdzielone, skrzat sam zabrał się do pracy. Poszedł za dom, gdzie czekała już na niego rodzina bobrów.

– Widzę, że nie przyszedłeś sam, mój drogi – ucieszył się Tomek. – Bardzo dobrze, im więcej zębów, tym szybciej się z tym uporamy!

I skrzat podzielił się z bobrami swym projektem. Już po chwili, gdy najlepsi w okolicy budowniczowie tam wzięli się do roboty, zaczęły sypać się wióry. Tomek zaś wymierzył pień lipy i zabrał się do budowy solidnego dachu. W tym celu przyciął cztery grube deski w okrąg i już miał je połączyć, gdy nad głową usłyszał krakanie:

– Mów mi tutaj, sąsiedzie, jak na świętej spowiedzi – co tu się dzieje beze mnie? – Tomek uśmiechnął się do sroki i wszystko jej opowiedział, tak jak obiecał rankiem. Wiedział przecież, jaka jest wścibska i że prędzej, czy później i tak go to nie minie.

– No, no, no! Aleś to świetnie wymyślił sąsiedzie! No to pracuj, pracuj, nie będę ci przeszkadzać – powiedziała sroka z uznaniem i odleciała.

Skrzat uśmiechnął się pod nosem, bo wiedział, że sroka nie wytrzyma i zaraz wszystkim wykracze, co się tutaj dzieje. Po tej refleksji, ponownie wziął się do przerwanej pracy. Połączył wycięte wcześniej deski, za pomocą poprzecznych listewek, po czym zbudował rusztowanie dachu z mocnych kawałków dębiny. Pozbierał także wióra, które były pozostałością po pracy bobrów. Zamierzał je wykorzystać jako ocieplenie, które chciał umieścić w pustym miejscu pomiędzy kółkiem z desek a stelażem dachu, tworzącymi razem stożek. Samo poszycie dachu, miała tworzyć kora, specjalnie do tego celu przycięta i wyselekcjonowana. Tomek miał jej spory zapas, bo służyła mu także do niezbędnych napraw w jego własnej chatce. Teraz już tylko należało poczekać, aż bobry dokończą swoją pracę, a niewiele im już zostało. Międzyczasie, Tomek postanowił poszukać dzięcioła, by wystukał malutką dziurkę w pniu, która miałaby służyć pszczółkom, jako wejście główne. W tym celu udał się na polanę do Hilarego.

– Szpaku!!! – zawołał skrzat pod drzewem, w którym mieszkała rodzina przyjaciela. Ptak wyjrzał z dziupli, a ujrzawszy znajomą twarz, sfrunął do niego na dół i spytał:

– W czym mogę pomóc Tomku?

– Odszukaj dzięcioła i powiedz, że go potrzebuję. Chodzi o pomoc dla pszczół.

– Ok, już lecę – zgodził się natychmiast Hilary i pofrunął w las.

Tomek zaś szybko powrócił na plac budowy, gdzie przekonał się, że bobry już skończyły, a cały plac wokół był dokładnie uprzątnięty.

– Świetnie się spisaliście, przyjaciele! – pochwalił skrzat. – Teraz pomożecie mi zamontować dach.

I bobry wraz z Tomkiem zabrały się za osadzanie dachu. Najpierw zostało zamontowane kółko z desek, które Tomek wysmarował wcześniej klejem w miejscu, gdzie miało się stykać z pniem. Miejsce to zostało specjalnie wyrównane przez bobry. Po ustawieniu na pniu, Tomek dodatkowo wzmocnił połączenie gwoździami. Po tym zabiegu zostały zamontowane krokwie dachu, a wióry mające być ociepleniem, wsypano na strop (który tworzyło kółko z wcześniej przymocowanych desek). Na koniec całość pokryto korą, skrupulatnie ułożoną przez Tomka, tak by dach nie przemakał podczas deszczu i był odporny na podmuchy wiatru.

– No i gotowe, świetna robota przyjaciele – powiedział skrzat z szerokim uśmiechem na twarzy.

Wtedy nadleciał szpak w towarzystwie dzięcioła. Wystukanie dziurki trwało zaledwie chwilkę. Na koniec Tomek zamontował kawałek płaskiego patyczka, który miał służyć jako lądowisko dla pszczółek powracających z nektarem do ula.

To było wszystko, co mogli zrobić tego dnia, bo słońce chyliło się już ku zachodowi. Kolejna doba była czasem wielkiej przeprowadzki, a zrealizowano ją bardzo sprawnie, dzięki szpakowi, który zebrał kilkoro swoich ptasich znajomych i zorganizował transport drogą powietrzną.

Teraz już tylko pszczółki miały wiele pracy przy urządzaniu swojego nowego domu. Królowa nie mogła wyjść z podziwu, że można tak szybko wybudować taki obszerny ul, a dowiedziawszy się od Tomka ilu leśnych przyjaciół pomagało w tym przedsięwzięciu, rozpłakała się ze wzruszenia. Tomek na zakończenie dnia zarządził wielkie ognisko i zaprosił wszystkich, którzy pomogli pszczółkom w potrzebie.

A przy ognisku tym ja sam usłyszałem tę historię i spisałem ją dla was, najlepiej jak potrafię.

O Autorze
Arkadiusz Śliwa to 43-letni Tata dwójki wspaniałych dzieciaków Filipka i Amelki. Mieszka wraz z żoną i dziećmi w małej wiosce w okolicy Buska-Zdroju. Z zawodu jest spawaczem. Opowiadając bajki kontynuuje tradycje rodzinne. Uwielbiał bajki opowiadane kiedyś przez jego dziadka. Inspiracją są dla niego też książki, szczególnie przygodowe. Jako dziecko fascynował się przygodami Tomka Wilmowskiego z książek Alfreda Szklarskiego oraz historiami opisanymi przez takich autorów jak Jack London i James Oliwier Curwood. 

Jak się podobała bajka?

3 komentarzy

  1. Piekna i bardzo mądra bajka, synkowi bardzo sie podobała tym bardziej ze główny bohater tak samo sie nazywa jak synek?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój komentarz:
Wstaw tutaj swoje imię