Od lasu na piaskowych górkach, aż do domu starego Wojdy, co przy przekrzywionym krzyżu stał wiodła droga. Kury po niej chodziły, a gdy ktoś się zabłąkał i do niej dotarł to psy przy zagrodach tak głośno ujadały, że umarłego by w grobie obudziły. Mówili, że jak kiedyś jesienią straż pożarna przyjechała to takie błoto było, że się mało nie zakopała. Ale droga wiedziała, że to nie prawda, bo to było nie jesienią, tylko wiosną i wcale tak mokro wtedy nie było. Złośliwie tak gadali, wóz bez problemu przejechał i jeszcze przy lesie spokojnie na polanie zawrócił.

Na miejscu znała wszystkich. W niedzielę stara Romanowa podpierając się laską szła do kościoła we wsi obok. Wojda na swoim starym rowerze manewrując między dołami do sklepu jeździł. Koła by dopompował, ale może to i lepiej, bo przecież na piasku tak się lepiej jeździ.

Młodych we wsi było niewielu, bo wszyscy powyjeżdżali. Dziadków odwiedzali tylko w niedziele, a do niektórych to i w święta mało kto zaglądał. Tego dnia była właśnie niedziela i do chałupy Bednarka goście przyjechali. Jakiś chłopiec zerwał jabłko i pogryzając usiadł na brzegu drogi. Trzymał coś w lewej ręce, w co uważnie się wpatrywał. Droga była bardzo ciekawa co to i spróbowała zerknąć. Oniemiała. Nigdy nie widziała czegoś tak pięknego jak to, co zobaczyła na obrazku oglądanym przez chłopca. Niebieska przestrzeń, ogrom wody przechodzący płynnie w błękit nieba. Po środku budynek wyglądający jak kościelna wieża. Do tego droga, która odważnie i dumnie wjeżdżała daleko w wodę łagodnie zakręcając, jak gdyby chciała sięgnąć nieba. Z domu zawołano na obiad i chłopiec pobiegł zabierając fotografię ze sobą.

bajka o drodze - latarniaSenny i spokojny czas drogi się skończył, coś w niej się zmieniło, coś pękło. Nie cieszyło jej już ciepło słońca ani blask księżyca. Myślała tylko o magicznym miejscu, które zobaczyła na zdjęciu. Wyobrażała sobie je za dnia, myślała o nim w blasku gwiazd, w deszczu i pogodzie.

Skończyło się lato się i przyszły jesienne deszcze, a droga cały czas marzyła o wspaniałym miejscu pełnym niebieskiego basku. Gdy jesienią ptaki kluczem przelatywały nad wsią i przysiadły na odpoczynek dopytywała, gdzie się może znajdować. Od żurawi dowiedziała się wreszcie, że to, co zobaczyła na zdjęciu to był brzeg morza i że jest do niego bardzo daleko. Cały czas na północ, według gwiazd i słońca trzeba się kierować. Droga bardzo chciała sama to miejsce zobaczyć, tylko jak?

Po zimie przyszła wiosna i we wsi wielkie zmiany nastały. Przyjeżdżali jacyś ludzie, coś sprawdzali, mierzyli, wyznaczali. Potem przyjechała cała ich masa z ogromnymi samochodami i wielkim walcem. Wszyscy z domów powychodzili i aż się dziwili jak to teraz będzie. Po kilku tygodniach prac nowy asfalt, krawężniki i nawet chodnik były gotowe. Tym razem przyjechali ludzie w garniturach, żeby przemawiać, nawet wstęgę rozciągnęli, żeby zaraz potem ją przeciąć. Wszyscy się uśmiechali i ściskali sobie dłonie podziwiając nową, odmienioną drogę. Było odświętnie i kolorowo, magicznie i niezwykle.

Stało się coś jeszcze. Na koniec wsi, przy piaskowych górkach, gdzie do niedawna wszystkie samochody zawracały, zaczęli wycinać korytarz przez las. Właśnie w tą stronę, gdzie żurawie pokazywały. Droga się już tam nie kończyła tylko metr, za metrem, ruszyła na północ.

Każdego dnia trwały prace, przygotowywano i wyrównywano teren, wylewano asfalt. Na początku przez sosnowy lasek, łatwy, piaskowy grunt, szło to bardzo gładko. Po jakiś czasie teren zrobił się jednak pagórkowaty i nie można było już tak prosto jechać. Zakręty, podjazdy pod górkę, podłoże, które trzeba było utwardzać i nawet ziemi dowozić… Mijały tygodnie, które zmieniły się w miesiące, a ciężkie prace postępowały. Wieczorami i w nocy, kiedy hałas maszyn ucichł i wszyscy sobie poszli droga oglądała gwiazdy i myślała o morzu. Wielki błękit, przestrzeń i powiew wiatru, tak bardzo chciała tam się znaleźć… To dawało jej siłę by przeć dalej i dalej.

Nastała zima, w tym roku wyjątkowo mroźna i wszystko zamarło. Dni były tak zimne, że ciężarówki i walce stały nieruchomo, oszronione i zbite w gromadkę. Oblodzoną i zmarzniętą drogę rozgrzewało jej wielkie marzenie, nie mogła się doczekać, kiedy ruszą dalej.

bajka o drodze - zimaWczesną wiosną prace wznowiono. Od tego miejsca droga była szeroka na całe dwa pasy. Ktoś mógłby powiedzieć, że to jakaś autostrada. Wjechali do miasta, gdzie domy były tak wielkie, że największa we wsi chałupa Bednarka, co to ma dwa całe piętra mogłaby się przed nimi schować. Wśród budynków, samochodów i zgiełku prace posuwały się wyjątkowo powoli. Pełne wysiłku dni wydawały się nigdy nie kończyć, a i tak postęp był znikomy. Tylko myśli o miejscu, gdzie morze styka się z niebem pomagało drodze przetrwać ten trudny czas.

Za miastem otworzyła się szeroka równina i prace przyspieszyły. Każdego dnia droga posuwała się na północ, otoczona szerokimi, zielonymi polami. Słońce świeciło codziennie tak długo jakby chciało pomóc jej jak najszybciej dotrzeć do morza. Wszystko wydawało się takie proste.

Wtedy to się stało. Przed drogą wyrosła góra. Zbyt stroma by się na nią wspiąć. Tak szeroka, że nie było szans jej objechać skręcając w lewo. Skręcając w prawo trzeba byłoby po prostu zawrócić. Dalej się już nie dało. Droga nie mogła uwierzyć, że dotarła tak daleko, by teraz po prostu się skończyć. Błękit morza i nieba, do niedawna na wyciągnięcie ręki wydawał się tak odległy.

Gdy już całkiem straciła nadzieję dostrzegła wejście wykute w skale. Tak wąskie, że ledwo mogła się do niego wcisnąć. Nie wiedziała czy dokądś prowadzi, bo panowały w nim całkowite ciemności. Czy było dla niej, czy też może była to jaskinia, w której zimą zwierzęta się chowały? Co będzie to będzie. To się nie może tak skończyć – pomyślała i ruszyła. Nigdy jeszcze tak się nie bała. Jej wieś, piaskowe górki były odległym wspomnieniem, a ona brnęła w całkowitych ciemnościach, otoczona stęchłym powietrzem, kierując się tylko dotykiem.  Ciemny i straszny korytarz ciągnął się i ciągnął. Kiedy już myślała, że to koniec i że tak w ciemnościach tu już zostanie w oddali zamajaczyła jasna kropka. W miarę posuwania się rosła i rosła, aż droga zobaczyła wpadające słońce i poczuła powiew wiatru.

bajka o drodze - tunelOstatnie metry przebyła pędem, a tam zalało ją słońce, przywitał szum fal, zapach morza i wszechobecny błękit. Było właśnie tak jak sobie wymarzyła. To było jej miejsce. Nareszcie.

Jak się spodobała bajka o drodze?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój komentarz:
Wstaw tutaj swoje imię