Karaluch Karol i leniwy Franek

Minęła noc i nastał ranek.
Obudził się wreszcie leniwy Franek.
Wszędzie straszny bałagan, coś tam w kącie biega.
Toż to karaluch Karol, Franeczka kolega.

Panie Karaluchu! Dżentelmen żaden jest z Pana!
Jak to być może, zaglądać w cudze kąty do rana?
Pchać się do szafek nieproszonym? Kraść okruszki z blatu?
Zjadać komuś jedzenie? dam Panu do wiwatu!

Panie karaluchu, bardzo pana proszę,
za moją witrynką waszych gąb nie znoszę!
Nie zdzierżę widoku ferajny dzieciątek,
waszych dzieci milionów, zwinnych robaczątek!

Jak to być może, toż to skandal bracie,
że one biegają po kuchennym blacie!
Panie karaluchu, bardzo mnie Pan złości!
Nie pamiętam bym spraszał tutaj jakichś gości!

Wciąż łazicie po kuchni, spijacie resztki soku.
Gdy zapalam światło czmychacie w amoku.
Gonicie we wszystkich kierunkach, w szafkach się chowacie,
już mnie to wszystko wkurza, wy mnie nie słuchacie!

Panie karaluchu! Spokój mi się należy!
Zabieraj Pan swoją rodzinę, z dala od moich talerzy.
Karalusze dzieciątka, w co wy się bawicie?
W moim koszu na śmieci plac zabaw robicie?
Biegacie jak oszalałe, każde w inną stronę
uciekając ze zszabrowanym okruszkiem po stole.

Panie karaluchu! Ja mam pomysł dobry.
Rozmówmy się w sposób kulturalny i obu stron godny.
Tam na końcu korytarza, na pięterku moim,
jest puste mieszkanko. Będziecie na swoim.
Na stryszek uroczy się wyprowadzajcie.
Róbcie sobie co chcecie, mi nie przeszkadzajcie.

Zakasał Franek rękawy, sprząta i pucuje,
i plan dla karaluchów wyjazdu szykuje.
Wszystko błyszczy i pachnie, gdy nagle z torbami,
karalusza rodzina stanęła przed drzwiami


Drogi nasz uprzejmy panie lokatorze.
Pięknie nam się mieszkało w Pańskiej brudnej norze.
Cudownie się biegało po lepkich posadzkach,
to była niezła gratka, w naszych nocnych schadzkach.

Róg obfitości, śmietnika do dziś nas powala.
I że Pan tak długo nam jeść z niego pozwalał.
Małżonka uwielbiała swą półkę w witrynce,
gdzie się często kąpała w przygniłej cytrynce.
Ja wolałem spacery, przy miodu słoiku,
gdzie wymyślałem codzienne swe nowe haiku.

Natomiast naszej dziatwy zgrana liczna klika,
uwielbiała rejony Pańskiego śmietnika.
Lubiła tam biegać po stosach talerzy,
których Pan nigdy nie zmywał jak należy.
Musimy wszyscy przyznać, było nam jak w raju,
mieszkając w takim cudnym brudu urodzaju.

Trochę żałujemy, że Pan już posprzątał,
pucował, szorował, po domu się krzątał.
Żałujemy również wyrzucenia śmieci.
Nie mamy już rozrywki dla swych krnąbrnych dzieci.

Gdyby się kiedyś Panu sprzątać odechciało,
Proszę się nie krępować, dawać znać nam śmiało!
Wrócimy z rozkoszą z całą swą ferajną!
Mieliśmy tu wyżerkę i zabawę fajną.

Muszę Panu powiedzieć ? ja, żona i dzieci
z przyjemnością wrócimy na te stare śmieci!

O Autorce
Pani Agnieszka Kubisztal w dzieciństwie za rysunek kredą na asfalcie w konkursie dostała książkę “Pchła Szachrajka” Brzechwy, którą się zafascynowała i do dziś zna prawie całą na pamięć. Kiedy została mamą w naturalny sposób powrócił temat bajek, a przyjaciółka namówiła ją, żeby za jej przykładem pisać. Tak powstały bajki OWADY BEZ WADY,
o owadach, które nie są przez nikogo lubiane, które mają swoje charaktery i historie. Agnieszka to estetka, fascynuje ją wiele rzeczy, wszelkie rękodzieło i twórczość, refreshing mebli, targi staroci. Ceni szczerą rozmowę i ciekawych ludzi, którzy są dla niej inspiracją.

O Ilustratorce
Pani Edyta Adamowska- social media manager, marketing graphic designer, filolog romanistyki, nauczycielka angielskiego, ilustratorka. Przede wszystkim jednak szczęśliwa mama i żona. Jej biblioteka pełna jest książek dla dzieci, a głowa zawsze pęka od nowych pomysłów. Zaprasza na: https://www.facebook.com/whitecatprints/

2 komentarze


  1. Muszę przyznać, że dość oryginalnie 😀 Mojej córce wiersz się podobał, mnie natomiast przerosła wyobraźnia 😉 Nie przepadam za owadami, ustaliliśmy więc, że tatuś będzie czytał ten wiersz. 😀 Ważne, że dziecko chce do niego wracać.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój komentarz:
Wstaw tutaj swoje imię