Bajka o plecaku

Na stronach publikuje zwykle bajki zasypianki lub bajki terapeutyczne. Tym razem tradycyjna bajka z przekazem, który chyba bardziej trafi do dorosłych. Usłyszałem od kogoś, że jest melancholijna w stylu Hansa Christiana Andersena, co traktuję jako wielki komplement. Spokojnie można przeczytać ją też do snu dzieciom.

Bajka o plecaku

Pierwszy krok przygotowań do WIELKIEJ WYPRAWY został właśnie zrobiony. W szafie domu pojawił się plecak. Nie taki sobie zwykły plecak, o nie! Zrobiony ze specjalnego materiału, ze wzmocnionymi bokami i gotowy na wszelkie przygody.

Był niezbędny, bo wyprawa to było wielkie marzenie. Takie, o którym się myśli całymi dniami i nie może się go doczekać. Zostać pilotem, nauczyć się hiszpańskiego, zmienić pracę na lepszą, otworzyć własną cukiernię, albo po prostu nauczyć się tańczyć tango. Bo każdy ma wielkie marzenie na swoją miarę. Wiadomo też, że każdy musi się do niego odpowiednio przygotować.

Bo takie WIELKIE MARZENIE wymaga porządnych przygotowań. Plecak rozumiał to bardzo dobrze. Był od tego specjalistą. Pojemny, ale mimo tego lekki. Miał wygodne, regulowane szelki, specjalny stelaż, żeby dobrze leżał na plecach, mnóstwo przegródek i kieszonek oraz bardzo solidne klamerki. To dawało mu pewność, że się wszystko w nim zmieści.

Wiele osób myśli sobie, że na wyprawę można sobie od tak ruszyć. Mylą się i na pewno gorzko potem tego żałują. Bo przecież podczas wielkiej wyprawy można się na przykład łatwo zgubić. Trasę trzeba, więc opracować do najdrobniejszych szczegółów i sprawdzić wszystkie ewentualności – powtarzał sobie plecak.

Na szczęście niedługo potem na pomoc przyszła piękna, rozkładana mapa oraz kompas. Trafiły od razu do górnej kieszonki i podczas kolejnych dni razem zaznaczali miejsca, które odwiedzą i szukali najlepszych dróg między nimi. Plecak od razu lepiej się poczuł. Pozostawało jeszcze dopracować inne szczegóły.

No, a co jeżeli będzie trzeba iść po ciemku? Na początku wydawało mu się, że nie będzie to problemem. Miał przecież z tyłu i po bokach specjalne odblaski. Gdy samochód będzie nadjeżdżał to spostrzeże go na czas i po sprawie. Im dłużej jednak o tym myślał tym bardziej wydawało mu się, że to nie wystarczy. Rozwiązaniem okazała się latarka, która znalazła miejsce w bocznej kieszonce. Lekka, ale z twardego i wytrzymałego materiału, dająca mocne światło. Warto było na nią poczekać te parę tygodni by wybrać najlepszą.

A z kolei co zrobić, jeżeli miałoby padać? Wiedział, że zrobiony jest ze specjalnego materiału, któremu woda nie powinna być straszna. Ale przecież deszcz potrafi lać bardzo mocno, może być ulewa lub nawet burza i trzeba być przygotowany, żeby później nie żałować. Zdecydował, że przyda się też parasol i pokrowiec ze specjalnego materiału. Tylko wcale nie jest łatwo o takie, który pasują naprawdę dobrze. Tygodnie mijały na poszukiwaniu i ani się spostrzegł, gdy zmieniły się w miesiące. Udało się je w końcu skompletować i przygotowania mogły ruszyć dalej.

Tymczasem nadchodziła zima, a wraz z nią mogły przyjść chłody i śnieg. To nie był dobry moment na wyprawę, a takie marzenie powinno się realizować tylko wtedy, gdy jest na nie IDEALNY moment. Te parę miesięcy zleci szybciutko, ani się spostrzeżemy – powiedział sobie. Rzeczywiście – przyszła potem piękna wiosna i można było wrócić do finalizacji planów i przygotowań.

Plecak coraz bardziej widział, że do zabrania jest jeszcze wiele rzeczy. Zaczął zastanawiać się, czy przypadkiem nie będzie zbyt ciężki i niewygodny. Szelki mogą przecież wżynać się w ramiona. Czy pasy będą trzymały u dołu i góry i nie obciążały zanadto pleców. Zaczął czytać o materiałach, które najlepiej się nadają na stelaż i możliwościach ich wymiany. To wszystko trwało, ale na pewno nie był to czas stracony.

Tymczasem do szafy trafiały kolejne rzeczy. Solidna kurtka przeciwdeszczowa i śpiwór, termos, turystyczny komplet talerzy, widelec i łyżka. Samo dobranie odpowiedniego scyzoryka zajęło kilka tygodni. Wszystko to było niezbędne na wyprawę. Przybywało też rzeczy, których przeznaczenia nie był pewien. W pewnym momencie ktoś wstawił coś, co przypominało odwrócony plecaczek – zestaw szelek do noszenia czegoś, albo kogoś nie na plecach, ale z przodu.

Kolejne lato przyniosło wielkie upały. Wtedy zdecydował, że potrzebne będą też specjalne kremy z filtrem, dezodorant i okulary przeciwsłonecznye. Porządne skompletowanie apteczki było dużym wyzwaniem. Wszystko to zajmowało czas, ale powtarzał sobie, że lepiej być na wszystko przygotowanym niż potem żałować i był ze swojej zapobiegliwości dumny.

Potem do szafy ktoś wstawił rowerek z doczepionymi dodatkowymi kółkami i kolejne rzeczy, które bardziej przydałyby się dzieciom do zabawy, niż na wielką wyprawę. Zajęty przygotowaniami nawet nie miał czasu im się dobrze przyjrzeć. Zdawało mu się czasami, że lista spraw rośnie, a nie maleje.

Pewnej nocy przyszedł do niego piękny sen. Śniło mu się, że kołysząc się lekko na boki sunie przez las w pełnym słońcu. Czyste powietrze i świeży zapach igliwia wypełniał go całego. Czuł się tak lekki jakby zaraz miał unieść się w stronę obłoków. Po chwili rzeczywiście ruszył w górę i zobaczył las, rzekę i polną drogę z lotu ptaka. Powiewy wiatru poruszały mu lekko klapą i cicho postukiwały klamerkami. Czuł się szczęśliwy i wolny.

Rano, po przebudzeniu zaraz wrócił do przygotowań. Jest tyle spraw, które trzeba jeszcze załatwić, tyle rzeczy, które trzeba zgromadzić, tyle tematów do przemyślenia – strofował się. Tak ruszyć bez nich byłoby nieodpowiedzialne! Tak właśnie – NIEODPOWIEDZIALNE – gdyby to pisał to napisałby to wielkimi literami, a może nawet podkreślił. A on przecież był porządnym plecakiem, który wiedział jak ważne jest dobre przygotowanie.

Lata mijały i w szafie pojawiały się kolejne rzeczy. Zaczynało się robić troszkę ciasno. Z niektórych się cieszył, bo mogły się przydać na wielkiej wyprawie, wielu nowym się dziwił. Po co komu komplet wełnianych skarpet i ciepłe kapcie?

Pewnego dnia szafa była już tak pełna, że przyszedł czas na wielkie porządki. Tego dnia ktoś wyjął go ze środka i zaniósł na strych. Plecak tłumaczył sobie, że to może i lepiej. Miejsca na rzeczy było tu dużo więcej. Dzięki temu będzie miał więcej czasu na dobre przygotowanie się. A te trochę kurzu, które zebrało się tu i ówdzie przecież w każdej chwili można zetrzeć i będzie jak nowy?

Lata całe nikt teraz do niego nie zaglądał. Plecak stracił już rachubę czasu i nie wiedział nawet czy to jest zima, czy lato. Mniej czasu spędzał teraz na przygotowaniach, a więcej po prostu odpoczywał. Dużo też spał licząc, że wróci do niego ten wspaniały sen.

Pewnego dnia z sennego letargu obudził go hałas i szarpnięcie

– Babciu! Ty tutaj masz prawie nowy plecak! – usłyszał śmiech młodych głosów

Padające na niego słońce tak go oślepiło, że nie wiedział, czy zbiera mu się na łzy od jasnego światła, czy od wirującego w powietrzu kurzu.

11 komentarze


  1. Ja również dziękuję za ciekawie napisaną bajkę. Morał jest dość oczywisty, ale zabrakło mi zakończenia, w którym znalazłby się opis tego jak wielkie marzenie plecaka zostaje wreszcie spełnione za sprawą wnuków, które odnalazły plecak na strychu.


  2. Wszystko jest ok, tylko nigdy nie zdążę doczytać do końca moje dwie wspaniałe córeczki padają zawsze wcześniej,a robiłem kilka podejść z tą bajką.Pozdrawiam autora i obiecuje,ze sam docytam.Czekamy na kolejne.


    • Cieszę się, że bajka się podoba. Jednak jeżeli przesłanie jest niezrozumiałe to chyba jako autor zawaliłem sprawę. 🙂

      Pisałem ją jako bajkę o marzeniach i spełnianiu marzeń. Znam wiele osób, które tulą w sobie wielkie marzenia i plany, ale nigdy nie czują się do końca gotowe by je zacząć realizować. Zawsze coś jeszcze trzeba sprawdzić, dokupić, zaplanować… A życie płynie, czy tego chcemy, czy nie i cały czas przyspiesza. Moje przesłanie jest – realizujmy marzenia!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój komentarz:
Wstaw tutaj swoje imię